„Dobre narzędzie to nie koszt – to inwestycja w siebie”

Rozmawiamy z Jerzym Grobelnym – Vice Prezesem firmy Grosley Sp. z o.o. – rybnickiej spółki, która od ponad trzydziestu lat dostarcza narzędzia do warsztatów w całej Polsce i jest wyłącznym importerem marki SATA. W rozmowie przepełnionej warsztatowym konkretem przyglądamy się temu, jak zmienia się zawód mechanika, co sprawia, że jedne narzędzia przetrwają dekady a inne lądują w śmietniku po sezonie, i dlaczego pierwsze poważne zakupy narzędziowe mogą zaważyć na całej karierze.

Zacznijmy od czegoś, co może zaskoczyć młodych ludzi wchodzących do branży – Grosley istnieje od 1992 roku. To ponad trzy dekady obecności na rynku narzędziowym. Skąd ta firma w ogóle wzięła się w Rybniku?

Historia jest dość typowa dla tamtych lat – ktoś z pasją, dobry pomysł i chwila odwagi. Nasz założyciel, pan Janusz Sobik, w 1992 roku uruchomił firmę SW Technik i zaczął od importu sprzętu, którego na polskim rynku po prostu nie było: maszyny wulkanizacyjne Corghi, podnośniki Ravaglioli, kompresory Fini, narzędzia pneumatyczne Chicago Pneumatic. To były marki z absolutnej czołówki światowej motoryzacji. Polska motoryzacja dopiero się otwierała na Zachód, a warsztaty potrzebowały profesjonalnego wyposażenia. Firma trafiła w idealny moment.

A kiedy pojawiła się SATA?

To był rok 2006 czyli równo 20 lat temu. Wtedy zawiązaliśmy współpracę z firmą Apex Tools Group, właścicielem marki SATA, i staliśmy się wyłącznym importerem tych narzędzi w Polsce. To był przełom – bo SATA to nie jest marka, którą się po prostu sprzedaje. To marka, którą się reprezentuje. Zaufanie, które marka SATA budowała przez dekady na rynkach zachodnich, trzeba było przełożyć na polskie realia. To wymagało pracy, relacji z dystrybutorami, edukacji rynku. Myślę, że dzisiaj możemy powiedzieć, że wyszło nam to dobrze.

Dlaczego akurat SATA? Co sprawia, że ta marka zasługuje na taką lojalność?

Kilka rzeczy. Po pierwsze – innowacyjność. SATA nie siedzi w miejscu. Weźmy nasadki BoltBiter – to narzędzie zaprojektowane specjalnie do odkręcania i ponownego użycia zardzewiałych, zniszczonych śrub. Każdy mechanik zna ten koszmar, gdy śruba jest tak zużyta i zaokrąglona, że zwykła nasadka ślizga się po łbie. Nasadki BoltBiter zostały tak zaprojektowane, że wyciągają to, co wydawało się niemożliwe. Albo nowa seria cienkościennych nasadek udarowych – tam, gdzie dawniej nie dało się wejść narzędziem, teraz wchodzisz bez problemu. Po drugie – jakość wykonania, która jest konsekwentna. Kupujesz klucz SATA dziś i kupujesz go za dziesięć lat – i to jest ta sama jakość. Po trzecie – dożywotnia gwarancja. To nie jest hasło marketingowe. Produkty SATA są naprawiane lub wymieniane bezpłatnie. Dla profesjonalisty, który traktuje narzędzie jak środek do zarabiania pieniędzy, to argument nie do przecenienia.

Wspomniał Pan o innowacjach. Branża motoryzacyjna zmienia się w zawrotnym tempie – samochody elektryczne, elektronika, systemy wspomagania. Czy to zmienia zapotrzebowanie na narzędzia ręczne?

Zmienia, ale nie tak radykalnie jak mogłoby się wydawać. Elektryki i hybrydy to w końcu nadal nakrętki, śruby, złącza, elementy podwozia. Mechanik przy aucie elektrycznym nadal używa kluczy dynamometrycznych, grzechotek, nasadek. Zmienia się kontekst – moment dokręcenia złącza akumulatora trakcyjnego jest krytyczny, tu nie ma miejsca na błąd – ale narzędzie samo w sobie pozostaje narzędziem. Rośnie natomiast rola narzędzi izolowanych. SATA ma całą linię produktów z izolacją do pracy przy układach wysokiego napięcia. To nie jest ciekawostka, to dziś absolutna konieczność dla każdego warsztatu, który chce obsługiwać nowoczesne pojazdy.

To brzmi jak ogromna odpowiedzialność – narzędzie, które komuś może uratować życie albo go zabić przy złym zastosowaniu.

Dokładnie tak. I to jest właśnie ten moment, w którym jakość przestaje być kwestią gustu, a staje się kwestią bezpieczeństwa. Tańszy produkt może wyglądać podobnie w sklepie internetowym, ale jego izolacja może nie spełniać norm, klucz dynamometryczny może wskazywać zły moment dokręcenia. W warsztacie amatorskim – ryzyko. W warsztacie profesjonalnym, gdzie naprawiasz cudzy samochód – odpowiedzialność prawna i moralna. Dlatego tak bardzo zależy nam na tym, żeby ludzie rozumieli różnicę między narzędziem a narzędziem.

Jak ta świadomość wygląda wśród młodych adeptów zawodu? Czy uczniowie szkół branżowych i technicznych trafiają do warsztatów ze rozumieniem tego, czym jest dobry sprzęt?

To jest bardzo zróżnicowane. Są szkoły, w których pracownie są świetnie wyposażone, nauczyciele z doświadczeniem warsztatowym i uczniowie, którzy już na etapie nauki dotykają profesjonalnego sprzętu. I są takie miejsca, gdzie sprzęt pochodzi z innej epoki i młody człowiek po raz pierwszy widzi porządny klucz dynamometryczny dopiero w pierwszym miejscu pracy. Dlatego inicjatywy, które łączą środowisko edukacyjne z firmami branżowymi – jak choćby Wyścig Talentów – mają sens. Nie chodzi tylko o nagrody czy wyróżnienia. Chodzi o to, żeby młody mechanik poczuł, że branża go widzi i traktuje serio.

Mówi Pan o Wyścigu Talentów. Co takiego tego rodzaju projekt, może dać uczniom szkół branżowych?

Myślę, że daje coś, czego nie da żaden podręcznik – kontakt z realnym środowiskiem. Uczeń widzi, jakie standardy obowiązują w prawdziwych warsztatach, z jakimi narzędziami pracują profesjonaliści, jak wygląda ta praca od wewnątrz. A równocześnie uczeń ma możliwość zaprezentowania swojego talentu poza szkolną ławką. W rzemiośle zawsze liczyło się to, co potrafisz zrobić sam. Konkurs to idealna przestrzeń, żeby to udowodnić.

Wróćmy jeszcze do marki Grosley jako marki własnej – bo to ciekawa historia firmy, która importuje globalną markę premium, a równocześnie buduje swój własny produkt.

To był naturalny krok. Po latach spędzonych po stronie SATA – obserwowania, jak wygląda dobry produkt, jakich błędów unikać, czego oczekuje rynek – mieliśmy wystarczającą wiedzę, żeby zaproponować coś własnego. Grosley to linia narzędzi, która celuje w inny segment: dobra jakość przy zachowaniu dostępnej ceny. Mechanik, który dopiero zaczyna i nie może sobie pozwolić na kompletowanie zestawu SATA od razu, ma sensowną alternatywę. Nie śmieciową, nie byle jaką – ale sprawdzoną i bezpieczną. Mamy w ofercie wózki narzędziowe, klucze, zestawy nasadkowe, narzędzia pneumatyczne, a od niedawna również narzędzia akumulatorowe. Katalog produktów rośnie każdego roku.

Narzędzia akumulatorowe to stosunkowo nowe terytorium dla firmy kojarzonej z narzędziami ręcznymi i pneumatycznymi. Co skłoniło do wejścia w ten segment?

Rynek. Coraz więcej warsztatów odchodzi od instalacji pneumatycznych – kompresory wymagają miejsca, obsługi, generują hałas. To miejsce zajmują teraz narzędzia akumulatorowe. Dlatego idziemy w tym kierunku. W tym roku wprowadziliśmy linię narzędzi aku: klucze udarowe, wiertarko-wkrętarki, zakrętarki, szlifierki. To są zestawy w walizkach, gotowe do użycia od razu po wyjęciu z opakowania. Widzimy ogromne zainteresowanie, szczególnie wśród warsztatów, które dopiero się uruchamiają.

Uruchamiający się warsztat – to temat bliski każdemu, kto kończy szkołę branżową i myśli o samodzielności. Jak Pan radzi podejść do pierwszych zakupów narzędziowych?

Po pierwsze – nie kupować wszystkiego naraz. To błąd, który widzę bardzo często. Ktoś wydaje sporą kwotę na rozbudowany zestaw, który w połowie zawiera narzędzia, których nie użyje przez pierwsze dwa lata. Zacznij od podstaw: porządny zestaw nasadkowy w trzech rozmiarach napędów, klucze płasko-oczkowe z grzechotką, wkrętaki, kombinerki, grzechotka, klucz dynamometryczny. To jest rdzeń, który obsłuży 80 procent codziennej roboty.

Po drugie – nie oszczędzaj na narzędziach, które bezpośrednio wpływają na precyzję i bezpieczeństwo. Klucz dynamometryczny z przypadkowej promocji może mieć błąd wskazania rzędu kilkunastu procent. Przy kołach to różnica między bezpieczną jazdą a wypadkiem.

Po trzecie – myśl długoterminowo. SATA kosztuje więcej niż pierwsza lepsza alternatywa ze sklepu ogólnobudowlanego. Ale klucz SATA, który kupisz dziś, może być z tobą przez wiele, wiele lat. Koszt zakupu poniesiony tylko raz a doliczony do każdego zlecenia przez dwadzieścia lat – może się okazać, że to najtańsze narzędzie, jakie kiedykolwiek kupiłeś.

Mówi Pan o karierze mechanika z pewnym szacunkiem. To nie jest oczywiste – ten zawód bywa traktowany jako wybór z braku lepszej opcji.

Bardzo źle, że tak jest. Dobry mechanik samochodowy – naprawdę dobry – to jest specjalista z kilku dziedzin jednocześnie: mechanika, elektronika, hydraulika, pneumatyka, a coraz bardziej też informatyka i diagnostyka. Nowoczesny samochód to skomplikowany system, który wymaga wiedzy i myślenia. Rynek pracy daje bardzo dobrym mechanikom warunki porównywalne z wieloma zawodami uważanymi za prestiżowe. A do tego – ta praca ma wymierny efekt. Zepsuty samochód wchodzi, naprawiony wyjeżdża. To jest satysfakcja, której nie znają wszystkie zawody.

Na koniec – co chciałby Pan powiedzieć komuś, kto właśnie zaczyna tę drogę, może jest uczniem szkoły branżowej albo pasjonatem, który naprawia pierwszy silnik w garażu?

Że wybrał dobrze. Naprawdę. Że warto się uczyć od najlepszych – szukać warsztatów, w których pracuje się porządnie, gdzie dobry sprzęt ułatwia pracę i gdzie szef wie, co robi. Że pierwsze narzędzia, które kupisz, powiedzą ci dużo o tym, jak traktujesz swój zawód. I że branża ma dla ciebie miejsce – bo dobrych rąk nigdy nie jest za dużo.

Umów bezpłatną konsultację